19-10-2020

33. rocznica śmierci Igora Newerly'ego

Igor Newerly (1903-1987) żoliborski pisarz, dziennikarz wychowawca młodzieży.  W latach 1930 - 1939 znany,  jako Jerzy Abramow był redaktorem założonego przez Janusza Korczaka pisma dzieci i młodzieży "Mały Przegląd". Autor znanych powieści, w tym książki "Zostało z uczty bogów" wyróżnionej nagrodą podziemnej "Solidarności" w 1986 roku. Związany z Żoliborzem, mieszkał na III Kolonii WSM.

Serdecznie zapraszamy do lektury bardzo osobistego wspomnienia Jarosława Abramowa-Newerlego o ojcu:

"Im jestem starszy tym bardziej podziwiam męstwo i postawę wyprostowaną mojego Ojca. Bardzo wcześnie zetknął się z cierpieniem ciała. Jako dziesięcioletni chłopiec po wypadku stracił nogę. W obawie przed nieuleczalną wówczas gangreną amputowano Mu ją powyżej kolana. Od wczesnej młodości nosił ciężką skórzaną protezę. Nie załamał się jednak i mężnie pokonał to kalectwo. Inwalidzi tacy jak On chodzili wówczas o kulach i korzystali z przywilejów swojego kalectwa. Wsiadali do tramwaju przednim pomostem, zajmowali wyznaczone dla nich miejsca. Ojciec mój nigdy. Chodził bez laski, nosił mnie na barana, zachowywał się tak jakby miał dwie zdrowe nogi. Uważał swoje kalectwo za rzecz wstydliwą i skrzętnie je ukrywał. Nawet bliscy znajomi myśleli, że ma jedną sztywną nogę. Z tą protezą w 1924 roku przeprawił się przez rzekę i przez zieloną granicę uciekł z Sowietów do Polski. Nie mówił wtedy po polsku, tylko po rosyjsku. A mimo to już po dwóch latach na tyle poznał język, że mógł stenografować przemówienia posłów w Sejmie. Jedyny sport jaki mógł z powodzeniem uprawiać było kajakarstwo i oddał mu się z bez reszty. Opłynął prawie wszystkie rzeki w Polsce i był niezwykle dumny ze złotej odznaki Polskiego Związku Kajakowego: - Uczciwie zapracowana, synu - mówił - Tymi rękami - i robił ruchy wiosłowania. Sam nazywał się włóczywiosłem i swoje włóczęgi kajakowe opisał w dwóch książkach: "Archipelagu kudzi odzyskanych" i " Za Opiwardą, za siódmą rzeką". Opiwarda to trudno dostępne jezioro na bagnistym Polesiu, nie uczęszczane przez turystów, ale mój Ojciec i tam dotarł. Podobnie po wojnie pierwszy przepłynął rzekę Słupię na Ziemiach Odzyskanych, obnosząc swój składak przed powalonymi drzewami i wpyłwając do morza w Słupsku powiedział do kapitana portu: - Melduję panie kapitanie, że oto przyłączyłem Słupię do Polski! Według prawa wodnego bowiem trzeba przepłynąć rzekę od źródeł do ujścia jednostką pływającą pod narodową flagą, żeby wcielić ją do dodanego kraju, a ja taką banderę na swoim składaku mam! - rzekł z dumą.

Kiedy w 1939 roku, po oblężeniu Warszawy przestał być redaktorem naczelnym "Małego przeglądu" i znalazł się bez pracy postanowił zostać szklarzem. Podczas bombardowania większość szyb w oknach wyleciała i było wielkie zapotrzebowanie na szklarzy. Ojciec sam zrobił sobie drewnianą ramę na szyby, którą zarzucał na ramiona jak plecak i z tą ciężką ramą i protezą wdrapywał się na różne piętra by wstawić ludziom szyby. Oszklił nie tylko naszą III Kolonię WSM, ale słynny nowoczesny gmach PZUW na ulicy Mickiewicza gdzie duże okna były pięcioskrzydłowe. Zabrał mnie wtedy ze sobą i z tarasu na dachu pokazywał mi oszklony już przez Niego częściowo Żoliborz. Potem Tata przekwalifikował się na stolarza. Został prezesem Spółdzielni Zabawkarsko-Stolarskiej RTPD na I Kolonii WSM, tej w której dziś jest kino "Wisła". Tam jeden z Jego kolegów zadenuncjował Go, że współpracuje z ruchem oporu i po godzinach robi kolby do karabinów. W nocy szóstego stycznia 1943 roku przyszło do naszego domu Gestapo aresztować Ojca. Tata sięgnął po protezę by ją nałożyć. Jeden z gestapowców myślał, że sięga po broń i wymierzył do Taty z pistoletu. - Mąż jest inwalidą. Nie ma jednej nogi. Jest niewinny. Przyszliście aresztować Jerzego Abramowa, a mąż jest Igor Abramow. To inny Abramow. Na pewno nie Igor. Mąż nie miesza się do polityki - tłumaczyła zrozpaczona Mama. Tata po przybyciu do Polski spolszczył swoje rosyjskie imię na Jerzy i denuncjator o tym nie wiedział, że w dowodzie ma Igor. - To my to wyjaśnimy. Na razie niech się mąż ubiera - odparł jeden z gestapowców, który doskonale mówił po polsku. Nie pomogły żadne tłumaczenia Mamy. Tata nałożył swoje ciepłe palto z kołnierzem z wydry, pożegnał się ze mną mówiąc: - Dbaj o Matkę, synu! - i wyprowadzony został przez Niemców. Po powrocie z obozu opowiadał, że Niemcy zatrzymali swoje auto na Wisłostradzie przy Cytadeli i kazali Ojcu wysiąść. - No to teraz mnie rozwalą - pomyślałem. Ale Niemcy po dłuższej naradzie kazali mu z powrotem wsiąść do auta i zawieźli do więzienia na Pawiak. Tam po sześciu tygodniach wywieziony został do nowoutworzonego obozu pod Lublinem, który nazywał się Majdanek.

O Oświęcimiu było już głośno, ale o Majdanku pierwszy raz usłyszeliśmy. Pomimo wielu starań nie udało się Mamie zwolnić Ojca. Oskarżenie było bardzo ciężkie i Ojciec był więźniem politycznym. Wykazał wtedy niezwykły hart ducha, że w tą straszną zimę 1943 roku w nieogrzewanych barakach cudem przeżył tyfus i zapalenie płuc. Swoje przeżycia na Majdanku częściowo opisał w "Chłopcu z Salskich Stepów". Tam uratował Go ruski doktór, który w książce nazywał się Diergaczow, a jego prawdziwe nazwisko brzmiało Diegtariow. Ojciec przezornie zmienił mu nazwisko wiedząc jak Stalin okrutnie traktował jeńców wojennych. I nie pomylił się. Kiedy tłumaczka na rosyjski Zina Szatałowa odnalazła Diegtariowa był on na zesłaniu. Ale po obwieszczeniu, że jest bohaterem książki Igora Newerlego z miejsca został przewieziony do Moskwy i tam otrzymał order Bohatera Związku Radzieckiego. W 1957 roku przyjechał z wizytą przyjaźni do Polski i wtedy go poznałem.

Wracając do męstwa mego Taty udało Mu się przeżyć cztery obozy hitlerowskie. Majdanek, Oświęcim, Oranienburg i Belsen-Bergen. Przetrzymał ewakuację więźniów z Oświęcimia na piechotę, tak zwany marsz śmierci, w którym więźniowie o zdrowych nogach padali jak muchy. Tata mówił, że tuż za Nim szedł młodziutki strażnik niemiecki z pistoletem w ręku i wyraźnie czekał tylko, żeby Ojciec upadł, aby Go z tego pistoletu dobić. - Nie dam ci tej satysfakcji, gówniarzu - zaciął się Ojciec i dalej maszerował z innymi więźniami. W dniu wyzwolenia obozu w Belsen-Bergen 15-go kwietnia 1945 roku był tak zwanym Muzułmanem. Ważył trzydzieści osiem kilo i dawał sobie jeszcze trzy dni życia. Dowódca kanadyjskiej dywizji wstrząśnięty widokiem zagłodzonych więźniów kazał wydać wojskowe racje żywności. Tłuste bekony, konserwy i czekolady. Cześć więźniów rzuciła się łapczywie na te wspaniałości i przypłaciła to życiem. Cienkie jak bibułka jelita nie wytrzymywały tej dawki jedzenia, pękały i krwawiły i więźniowie ci masowo umierali u progu wolności. Kanadyjski dowódca przepraszał potem za ten rozkaz wydany w odruchu serca.
Mój Ojciec wykazał tyle silnej woli, że nie rzucił się łapczywie na to jedzenie, tylko powoli zaczynał od chleba, mannej kaszki i postnych kartofli. Dlatego przeżył.
Wahał się czy zostać na Zachodzie czy wracać do Polski. Bał się, że jak uciekinier z Rosji będzie tam deportowany. W listach radził się Mamy. Mama pobiegła do znajomych na wysokich stanowiskach i uzyskała od nich zapewnienie, że Ojciec może spokojnie wracać, uzyska tu pracę i nic Mu nie grozi. A trzeba wiedzieć, że tuż po wojnie WSM, SPB i RTPD to była potęga. Połowę rządu z nich się wywodziła. Adminstrator WSM na Rakowcu Edward Osóbka-Morawski były premierem Polski i przewodniczącym PPS. Prezydentem Warszawy był inżynier Stanisław Tołwiński z WSM, a Stanisław Szwalbe z SPB wicemarszałkiem Sejmu. Syn prezydenta Bieruta Janek Bierut jeździł konnym wozem podczas okupacji w SPB.

Po uzyskaniu tego zaręczenia Ojciec odważył się wrócić z angielskiej strefy okupacyjnej Niemiec do Polski w listopadzie 1945 roku.

Tu rzeczywiście w RTPD okupacyjnej natychmiast dostał pracę. Został dyrektorem Instytutu Produkcji, który powstawał na miejscu spalonych baraków dla bezrobotnych przy Dworcu Gdańskim. Instytut ten z zapałem zbudował. Odszedł z niego w 1947 roku. Za namową Mamy zaczął pisać dla radia wspomnienia obozowe w odcinkach dla radia i tak powstał "Chłopiec z Salskich Stepów", który sprawił, że Ojciec wstąpił do ZLP i stał się zawodowym pisarzem.
Chciałem teraz na chwilę zatrzymać się przy "Pamiątce z Celulozy" i powiedzieć jak powstawała. Związek Literatów Polskich dawał pisarzom delegację, żeby wyjeżdżali w tak zwany teren aby poznać zakłady pracy. Ojciec wziął taką delegację do Włocławka do fabryki Celulozy. W przeciwieństwie jednak do innych literatów poprosił dyrektora fabryki, żeby nie przedstawiał Go jako pisarza z Warszawy, tylko zatrudnił na placu jako zwykłego robotnika. I Ojciec stanął do akordowej roboty przy odkorowywaniu drewnianych bali.

Na początku budził zdziwienie i uśmiechy robotników. Ale Ojciec zawziął się, zaczął z zapałem machać ośnikiem zrywając korę i wkrótce im dorównał w pracy. Wtedy spojrzeli na Niego innym okiem i zaczęli szczerze mówić jak tu było przed wojną. A Ojciec tylko na to czekał. W ten sposób zdobył potrzebne Mu materiały do książki. Pisząc ją korzystał również ze swoich doświadczeń, kiedy był bezrobotnym i spał na ławce w parku nad Wisłą.
I chociaż Celuloza to fabryka papieru książka Ojca z papieru nie jest. Wszyscy bohaterowie są z krwi i kości.
Ojciec pisał książkę z najlepszą wolą i nie spodziewał się, że wypełni ona zamówienie władzy. Wtedy ogłoszono nowy kierunek w sztuce, tak zwany realizm socjalistyczny i "Pamiętka z Celulozy" doskonale do Niego pasowała. Książkę okrzyknięto czołowym osiągnięciem socrealizmu. Otrzymała państwową nagrodę. Według niej nakręcił dwuczęściowy film Jerzy Kawalerowicz. I wtedy kiedy "Pamiątka" stała się znana władze partyjne zażądały od Ojca, żeby wprowadził do powieści Stalina. "Jak to? - mówili - Występują u Was przedwojenni komuniści i słowem nie mówią o towarzyszu Stalinie? To niemożliwe. Ale Ojciec się uparł i nie dopisał ani jednego słowa. Od przed wojny był przeciwnikiem Stalina. Profesor Jan Zieliński pisząc arcyciekawą książkę o Ojcu "Szkatułki Newerlego" dotarł w Bibliotece Narodowej do pism emigrantów rosyjskich i znalazł tam antystalinowskie artykuły Ojca podpisywane Jerzy Abramow. Gdyby Urząd Bezpieczeństwa znalazł te artykuły marny byłby Ojca los. Podobnie z niezwykłą odwagą Ojciec zachował się podczas śmierci Stalina. Jak wiadomo cała Polska wtedy była w żałobie narodowej, a Pierwszego Chorążego Pokoju opłakiwali najwięksi wówczas pisarze i intelektualiści. Mój Tata milczał. Redaktor naczelny "Trybuny Ludu" trzykrotnie dzwonił do Ojca prosząc Go, żeby napisał artykuł o towarzyszu Stalinie. Ale Ojciec nie napisał ani słowa. Milczenie czołowego pisarza Igora Newerlego, autora "Pamiątki z Celulozy" było bardzo wymowne. Wymagało wtedy wielkiej odwagi cywilnej i niezłomności, którą mój Ojciec się wtedy wykazał. Dlatego teraz, kiedy z powodu tej książki oskarża się czasem Ojca o sprzyjanie władzy PRL uważam za niezwykle krzywdzące i niesprawiedliwe. Był naprawdę mężny i niezależny.
Dlatego zdobył sobie w życiu taki autorytet moralny.

Na koniec chciałem najserdeczniej podziękować Bogdanowi Falickiemu za pamięć o rocznicy śmierci mojego Ojca , a także wyrazić wdzięczność za przybycie: 

  1. Burmistrzowi Dzielnicy Żoliborz Pawłowi Michalcowi,
  2. Zastępcy Burmistrza Dzielnicy Żoliborz Agacie Marciniak-Różak, 
  3. Radnej Dzielnicy Żoliborz Donacie Rapackiej
  4. Mieszkańcom Żoliborza."

Jarosław Abramow-Newerly

IMG 6651

IMG 6654